Ferrari FF to jeden z najbardziej nietypowych modeli z Maranello: czteromiejscowe gran turismo z wolnossącym V12, napędem na cztery koła i nadwoziem typu shooting brake. W praktyce łączy osiągi superauta z zaskakującą użytecznością, ale ma też swoje koszty i ograniczenia, które łatwo przeoczyć na zdjęciach. W tym tekście rozkładam ten model na czynniki pierwsze: od konstrukcji i osiągów, przez codzienne użytkowanie, po sens zakupu egzemplarza z drugiej ręki.
Najważniejsze rzeczy, które warto wiedzieć o tym modelu
- To pierwsze seryjne Ferrari z napędem na cztery koła, zaprojektowane jako 2+2 grand tourer, a nie klasyczne coupe.
- Pod maską pracuje wolnossące V12 6.3 o mocy 660 CV i momencie 683 Nm.
- Przyspieszenie 0-100 km/h zajmuje 3,7 s, a prędkość maksymalna sięga 335 km/h.
- Największy atut auta to połączenie emocji z użytecznością, ale utrzymanie jest kosztowne i wymaga dobrej historii serwisowej.
- Na rynku wtórnym to nisza, więc stan egzemplarza liczy się bardziej niż sama cena wyjściowa.

Dlaczego ten model był przełomem
Ten model nie jest tylko kolejną odmianą Ferrari z większą kabiną. To było pierwsze seryjne Ferrari z napędem na cztery koła, a jednocześnie samochód, który otwarcie połączył świat grand tourerów z wyraźnie sportowym charakterem. Nazwa FF rozwijana była jako Ferrari Four, czyli ukłon jednocześnie w stronę napędu 4x4 i czterech miejsc na pokładzie.
Nadwozie typu shooting brake też nie było tu przypadkiem. W praktyce oznacza ono połączenie proporcji coupe z bardziej użytkową tylną częścią nadwozia, co daje lepszy dostęp do bagażnika i więcej przestrzeni niż w typowym dwudrzwiowym aucie sportowym. Z mojego punktu widzenia właśnie ten układ jest najciekawszy: samochód wygląda mniej oczywiście niż klasyczne Ferrari, ale dzięki temu ma własną tożsamość, której dziś wielu nowszym modelom trochę brakuje.
To dlatego ten samochód do dziś budzi emocje nie tylko jako szybkie Ferrari, lecz także jako odważny eksperyment w klasie aut GT. A skoro już wiemy, czym różni się konstrukcyjnie, czas przejść do tego, co naprawdę siedzi w środku i jak przekłada się to na jazdę.
Co kryje się pod maską i jak to jeździ
Najważniejsze liczby są tu bardzo konkretne. Wolnossące V12 o pojemności 6262 cm3 rozwija 660 CV przy 8000 obr./min i 683 Nm momentu obrotowego. Napęd trafia na koła przez 7-biegową dwusprzęgłową skrzynię DCT, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 3,7 s. Prędkość maksymalna wynosi 335 km/h, więc mimo bardziej rodzinnej sylwetki to nadal pełnoprawny samochód wysokich osiągów.
| Parametr | Wartość | Co to oznacza w praktyce |
|---|---|---|
| Silnik | V12 6.3, 6262 cm3 | Gładka reakcja, wysoka kultura pracy i charakter typowy dla dużych Ferrari |
| Moc | 660 CV przy 8000 obr./min | Siła przychodzi wysoko, więc auto nagradza płynne, zdecydowane obchodzenie się z gazem |
| Moment obrotowy | 683 Nm | Elastyczność przy wyprzedzaniu i dużą rezerwę w trasie |
| Skrzynia | 7-biegowa DCT | Błyskawiczne zmiany przełożeń bez klasycznego opóźnienia automatu konwertorowego |
| Napęd | 4RM | Więcej trakcji niż w tylnonapędowym Ferrari, zwłaszcza na mokrym lub zimnym asfalcie |
| 0-100 km/h | 3,7 s | To tempo, które nadal robi wrażenie nawet dziś |
| Prędkość maksymalna | 335 km/h | Pokazuje, że to nie jest „komfortowe Ferrari”, tylko bardzo szybka maszyna GT |
W praktyce ten napęd nie miał zamieniać auta w ciężkiego allroada. Chodziło o zwiększenie trakcji przy zachowaniu lekkiego, precyzyjnego prowadzenia i reakcji, z których marka słynie. Współpracował przy tym z E-Diff, F1-Trac, SCM i ESC, czyli zestawem układów pilnujących rozdziału momentu, trakcji, zawieszenia i stabilności. Jeśli rozwinąć to po ludzku, kierowca dostaje bardziej przewidywalne auto bez utraty ostrego charakteru. I właśnie tu model pokazuje swoją osobowość najlepiej, bo z jednej strony jest bardziej użyteczny niż większość Ferrari, a z drugiej nadal potrafi być bezkompromisowy w brzmieniu i sposobie oddawania mocy.
Jak sprawdza się w codziennym użyciu
To jedno z tych Ferrari, które naprawdę da się opisać słowem „podróżne”. Cztery miejsca siedzące nie są tu marketingową ozdobą, tylko realnym elementem konstrukcji, a większy bagażnik i tylna klapa ułatwiają wyjazdy weekendowe albo dłuższą trasę. Na tle klasycznych superaut różnica jest ogromna: nie trzeba od razu rezygnować z praktyczności tylko dlatego, że samochód ma V12.
Największą przewagą na co dzień jest napęd na cztery koła. W deszczu, na chłodnym asfalcie albo przy gorszych warunkach trakcyjnych auto daje więcej spokoju niż tylnonapędowe konstrukcje o podobnej mocy. To nie znaczy, że staje się łatwe dla każdego kierowcy, ale granica między szybkim samochodem a nerwowym samochodem jest tu wyraźnie przesunięta na korzyść kierowcy.
Trzeba jednak zachować realizm. Sylwetka jest duża, szeroka i długa, więc manewrowanie w mieście nie należy do przyjemności, a widoczność do tyłu nigdy nie będzie tak dobra jak w zwykłym hatchbacku czy limuzynie. Jeśli ktoś oczekuje auta do codziennych korków i ciasnych parkingów, ten model szybko pokaże swoje gabaryty. Z perspektywy długich tras i okazjonalnej jazdy to jednak bardzo mocny argument za nim, a dalej ważniejsze staje się pytanie, jak kupić go rozsądnie.
Na co uważać przy zakupie używanego egzemplarza
Ten model kupuje się oczami, ale ocenia portfelem i dokumentami. Na polskim rynku wtórnym nie ma go dużo, więc łatwo ulec pokusie, by brać pierwszy sensowny egzemplarz z listy. Ja podszedłbym do tego ostrożnie: w serwisach ogłoszeniowych oferta jest niewielka, a pojedyncze auta potrafią trzymać cenę na poziomie około 560 tys. zł i więcej, co pokazuje, że każdy kompromis szybko robi się kosztowny.
Historia serwisowa i przebieg
Najpierw sprawdziłbym pełną dokumentację serwisową, faktury i zgodność historii z przebiegiem. W takim aucie regularny serwis jest ważniejszy niż sam licznik. Egzemplarz z większym przebiegiem, ale bez przerw w obsłudze, bywa bezpieczniejszy niż samochód „po dziwnym życiu”, który długo stał albo był naprawiany po taniości.
Układ 4RM i skrzynia
To właśnie napęd na cztery koła i dwusprzęgłowa skrzynia wymagają szczególnej uwagi. Nie szukałbym tu objawów spektakularnych awarii, tylko subtelnych sygnałów: szarpania przy ruszaniu, niejednolitej pracy przy niskich prędkościach, dziwnych komunikatów na desce albo niepewności podczas spokojnej jazdy. W superaucie takie drobiazgi bywają początkiem drogiej historii, a nie jednorazową przypadłością.
Przeczytaj również: OMODA 4 - Co wiemy o nowym crossoverze? Sprawdź przed zakupem!
Hamulce, zawieszenie i ogumienie
Warto też obejrzeć stan opon, tarcz i elementów zawieszenia, bo duża masa i mocne osiągi robią tu swoje. Jeśli samochód ma jeździć tak, jak powinien, nie można oszczędzać na elementach eksploatacyjnych. Z mojego punktu widzenia to właśnie ten etap odsiewa kupujących emocjonalnie od kupujących rozsądnie.
Krótko mówiąc, sensowny zakup wymaga cierpliwości i chłodnej głowy, bo ten model karze za pośpiech bardziej niż zwykłe auta luksusowe. Gdy już wiemy, na co uważać, pozostaje porównać go z tym, co Ferrari zrobiło później i dlaczego dziś ma już bardzo wyraźne miejsce w historii marki.
Jak wypada na tle GTC4Lusso i Purosangue
W gamie Ferrari ten samochód nie funkcjonuje w próżni. Został zastąpiony przez GTC4Lusso, które rozwinęło pomysł czteromiejscowego V12 GT, a później marka poszła w zupełnie innym kierunku z Purosangue. Dla czytelnika najważniejsze jest to, że FF pozostaje najbardziej eksperymentalnym z tych trzech aut: mniej wygładzonym, bardziej charakterystycznym i dziś już wyraźnie kolekcjonerskim.
| Model | Charakter | Najmocniejsza strona | Komu pasuje najbardziej |
|---|---|---|---|
| FF | Najbardziej surowe i oryginalne 2+2 GT z napędem 4x4 | Połączenie V12, 4RM i shooting brake w jednym nadwoziu | Osobom, które chcą czegoś mniej oczywistego niż klasyczne Ferrari |
| GTC4Lusso | Bardziej dopracowany następca z mocniejszym V12 i wyższym komfortem | Lepsza równowaga między luksusem, osiągami i codzienną użytecznością | Kierowcom, którzy chcą nowocześniejszej interpretacji pomysłu GT |
| Purosangue | Inny typ auta, bliższy segmentowi SUV niż klasycznemu GT | Największa praktyczność i najbardziej współczesny format nadwozia | Osobom szukającym wyższej pozycji za kierownicą i codziennej wszechstronności |
Z perspektywy marki widać tu wyraźną ewolucję. FF było odważnym eksperymentem, GTC4Lusso go dopracowało, a Purosangue przeniosło ideę Ferrari do zupełnie innego segmentu. Jeśli ktoś pyta mnie, który z tych samochodów ma najwięcej własnego charakteru, odpowiedź jest prosta: właśnie ten model. Nie jest najnowszy ani najbardziej wygładzony, ale ma najbardziej wyrazistą tożsamość.
Dlaczego ten model wciąż ma znaczenie w 2026 roku
W 2026 roku ten samochód pozostaje niszą, ale właśnie to podnosi jego znaczenie. Pokazuje moment, w którym Ferrari przestało myśleć wyłącznie kategorią czysto sportowego coupe, a zaczęło budować własną definicję szybkiego GT z realnym zapasem praktyczności. To ważne nie tylko dla kolekcjonerów, ale też dla osób, które chcą zrozumieć, skąd wzięły się późniejsze pomysły marki.
- Łączy wolnossące V12 z czterema miejscami i napędem na cztery koła, więc nadal brzmi jak auto z własnej epoki.
- Jest na tyle rzadki, że dobrze zachowany egzemplarz może mieć większą wartość niż kolejny „rozsądny” wybór z rynku.
- Najlepiej sprawdza się jako szybkie GT do tras i weekendów, a nie jako auto do codziennej walki z miastem.
- Przy zakupie najważniejsze są dokumenty, stan techniczny i jakość obsługi, a nie sam efektowny przebieg na liczniku.
Jeśli miałbym wskazać jeden praktyczny wniosek, powiedziałbym tak: przy takim aucie nie kupuje się samej mocy, tylko kompletność doświadczenia. Liczy się stan techniczny, historia obsługi, oryginalność specyfikacji i to, czy egzemplarz był prowadzony jak narzędzie do jazdy, czy jak eksponat po ciężkim życiu. Właśnie w tej selekcji ten model nadal pokazuje klasę, a dobrze zachowany egzemplarz potrafi dać więcej satysfakcji niż niejedno nowsze Ferrari, które jest szybsze na papierze, ale mniej charakterne na drodze.